XOXOXO >> niedziela, 25 stycznia 2009 14:05:07
Notka aktywująca bloga :) Totalnie nie mam czasu pisać i wiem, że ten blog zostanie w stanie takim, jakim jest na długie lata. Ale nie zapominam o nim. Fajnie jest sobie od czasu do czasu poczytać to, co naskrobałam przed 5 latami xD Pozdrawiam
komentarze [0]



aktywacja >> środa, 1 października 2008 19:45:33
notka aktywująca. Bloga się nie pisze, ale się o nim nie zapomina... zwłaszcza o takiej historii :)
Kilka adresów, pod którymi możecie mnie znaleźć:
www.chandruska.deviantart.com
www.thirty-seconds-to-mars.blog.pl
użytkownik Nans30stm w portalu youtube ;)
komentarze [0]



aktywacji ciąg dalszy >> wtorek, 15 lipica 2008 14:44:39
Teraz jestem pewna, że dobrze zrobiłam zawieszając tego bloga. Teraz zupełnie nie miałabym czasu tutaj pisać, chociaż pomysłów mam mnóstwo. Ale co tam. Kto wie? Może kiedyś wydam książkę... ;]
komentarze [1]



islander >> sobota, 17 maja 2008 14:30:36
notka aktywująca.
Tak na marginesie, jakby ktoś tu wpadł, polecam piosenke Nightwish "the islander" ;)
komentarze [1]



pfff >> niedziela, 2 marca 2008 10:26:33
bloga porzucać nie mam zamiaru :P tylko go zawiesiłam, wiec czasem coś napisać musze, żeby mi nie zmarnowali tego, co budowałam 3 lata... właśnie. Apropos :D Blog ma właśnie trzecia rocznice. No kto by pomyślał ;)
komentarze [2]



TYM RAZEM KONIEC! >> niedziela, 13 stycznia 2008 11:12:28
Ja nie mam weny, a wy nie macie ochoty tego czytac, więc po co to ciągnąć... może w dalekiej przyszłości dopiszę zakończenie i wydam książkę, ale nie miejcie na to zbytniej nadziei. Ogólne streszczenie tego, co się stanie zamieściłam kilka notek temu, więc teraz opiszę tylko, co stanie się z bohaterami.

Xena - jak już wiecie, przeniesie się w przeszłość i zamiast Goriona, z rąk Sarevoka zginie ona, odwracając bieg wydarzeń.

Imoen - wraz z Gorionem powróci do Candelkeep. W bibliotece podejmie nauki sztuki magicznej.

Slick - nie mogąc znaleźć żadnego sensownego wyjścia z sytuacji, w jakiej się znalazł, po wielu miesiącach fizycznego i psychicznego znęcania się nad nim przez Araven, umiera.

Melicamp - zamieszkał w Candelkeep i zajął się swym mnisim powołaniem.

Minsc - razem z Sjarą i Boo wyruszyli na dalsze poszukiwanie przygód.
komentarze [0]



nie tak szybko >> piątek, 14 grudnia 2007 13:26:04
Gdy tylko zobaczyła mury Candelkeep, Xena uśmiechnęła się poraz pierwszy od tego wieczoru, gdy dowiedziała się, że Slick nie żyje. Przypomniała sobie dobre czasy, kiedy była po prostu młodą dziewczyną z charakterem.
-Wtedy nie doceniałam mojego szczęścia - powiedziała jakby do siebie. - Chciałam przygód, to je mam... Imoen? Myślisz, że jak wrócimy to... to przystko będzie jak dawniej? Że tam już zostaniemy i znowu będziemy takie szczęśliwe? - zwróciła się do przyjaciółki.
-Przecież wiesz, że nie - odpowiedziała smutno. - Nic już nie będzie takie samo. Za dużo przeżyłyśmy.
Xena chciała coś jeszcze odpowiedzieć ale w tej chwili zauważyła górkę usypaną z kamieni. To tam zginął Gorion... Przypomniała sobie tę straszliwą noc, kiedy całe jej życie legło w gruzach, kiedy nie wiedziała, gdzie pójść, a rodzinne Candelkeep odrzuciło ją, jakby była jakimś intruzem. Ciężko westchnęła, a po jej policzku spłynęło kilka łez, które ukradkiem otarła skrawkiem rękawa. Wreszcie doszli do bramy twierdzy Candelkeep. Xena usłyszała radosną muzykę, śmiech dzieci. Nagle poczuła, że znów jest w domu. Że to już koniec.
-Czego chcieli?! - wrzasnął nagle strażnik pilnujący bramy, który wyrósł przed nimi nie wiadomo, skąd przychodząc.
-Nie pamiętasz nas? Xena i Imoen...
-Nie będę się spoufalał. Aby wejść, musicie przekazać jakiś cenny zwój na rzecz biblioteki.
Xena wyciągnęła zwój, który podarował im Elminister i podała go strażnikowi.
-Wystarczy? - zapytała.
-Wejdźcie. I mam nadzieję, że znacie zasady tutaj panujące.
-Tak. - odpowiedziała z uśmiechem Xena, usiłując przypomnieć sobie parę prostych zdań, których Gorion nie był w stanie jej nauczyć. Dziewczyna zawsze była wyjątkowo odporna na wiedzę dotyczącą tego, co wolno, a czego nie.
-Candelkeep nie jest tylko biblioteką, lecz twierdzą i ostoją dla wszystkich stąd pochodzących. Candelkeep nie jest polem walki, lecz areną pokoju i każda najdrobniejsza nawet bójka jest surowo karana. Candelkeep to miasto ludzi szanujących... - zaczęła wymieniać Imoen, przekraczając bramę, którą właśnie otworzono.
komentarze [0]



nie czas na łzy >> niedziela, 28 października 2007 09:18:42
Xena spojrzała na Elministra ze zdziwieniem i przerażeniem. Jej usta rozwarły się jakby w niemym krzyku, lecz nie wydały z siebie żadnego głosu. Po chwili doszło do niej to, co usłyszała. Błędnym wzrokiem zaczęła rozglądać się po pokoju, ręce jej drżały jak w gorączce.
-Ale jak... co... dlacz... - chciała zapytać o tyle rzeczy, że nawet sama nie wiedziała, o co najpierw. Głos się jej załamał, po policzku spłynęła łza. Spojrzała jeszcze na Alghara jakby obwiniając go za wszystko, co się stało, rozpłakała się i wybiegła z pokoju. Reszta stała w milczeniu nie wiedząc, co robić.
-Idź za nią... - odezwał się wreszcie Elminister, prośbę swą kiedrując w stronę Melicampa.
-Ale czy powinienem...
-No idź! Bo jeszcze jakąś głupotę popełni!
Chłopak spojrzał tylko po zgromadzonych w geście przeproszenia, że wychodzi i obietnicy, że przyprowadzi Xenę całą i zdrową, po czym pobiegł za dziewczyną. Kiedy był w głównym holu, stało tam tylko kilku ospałych żołnieży wspierających się na swoich halabardach. Zrezygnowany Melicamp zwolnił tempa i zaczął się dokładnie rozglądać. Nagle usłyszał ciche szlochanie gdzieś w okolicach zbrojowni. Udał się tam szybko. Kiedy dotarł na miejsce zauważył, że drzwi były uchylone. Zaglądnął przez szparkę, ale widział tylko rząd nowiutkich mieczy. Wszedł do środka szukając Xeny. Przemierzał długie rzędy zbrój i różnego rodzaju toporów, mieczy, łuków. Wreszcie zauważył i dziewczynę. Siedziała w ciemnym kącie warsztatu z nogami podkurczonymi pod siebie i twarzą schowaną w dłoniach. Chłopak podszedł bliżej.
-Xena... - zaczął niepewnie
-Zostaw mnie!
-Xena. - powtórzył, przukucnął koło niej i położył swoją dłoń na jej ramieniu. Wtedy ona spojrzała na niego swoimi zapłakanymi oczami, pociągnęła nosem kilka razy.
-On nie może umrzeć, rozumiesz?
-Nie umrze... Elminister musiał się mylić. Przecież znasz Slicka. Gdziekolwiek by nie był, da sobie radę.
-Naprawdę tak myślisz? - zapytała ocierając zapłakaną twarz rękawem. Chłopak uśmiechnął się i mocno przytulił Xenę.
-Jestem tego pewien.
komentarze [0]



spotkanie >> piątek, 14 września 2007 15:51:54
Od Autorki:
Notka napisana przy współpracy z moim przyjacielem, Algharem. Mam nadzieję, że nasza współpraca będzie efektywna, no i że jeszcze napiszemy coś razem.
Dzięki! :)




Dwa dni wędrówki obeszły się bez większych problemów i drużyna znów stała przed siedzibą Zakonu Rycerzy Świętego Krzyża. Ulice Wrót były zupełnie opustoszałe. Wszechobecna mgła i mżawka nie zachęcała do spacerów. W głuszy rozległo się kołatanie o drzwi, które w chwilę później otworzyły się z nieznośnym skrzypnięciem. W Melicampa, który stał najbliżej nich uderzyło przyjemne ciepło.
-Wróciliśmy! - obwieścił bohaterskim tonem. - Jak Xena? - zapytał i nie czekając na odpowiedź wszedł do budynku.Przeszli długim korytarzem, aż wreszcie ujżeli uchylone drzwi prowadzące do pokoju Xeny. Imoen wbiegła do pokoju i ujżała swoją przyjaciółkę. Nadal bladą i słabą, ale przynajmniej siedzącą przy stole i rozmawiającą o czymś z Jaheirą.
-Można? - zapytała dziewczyna raczej dla żartu, podeszła do Xeny i uściskała ją serdecznie.
-Imoen! Nie tak mocno, bo mnie udusisz! - odpowiedziała z radością w głosie. - Co tu się dzieje? Jaheira za nic nie chciała mi powiedzieć, dlaczego tak ciężko zachorowałam i dokąd się wybraliście.
-Właściwie, to nie wiemy, co sie stało. - skłamała dziewczyna i już chciała coś powiedzieć, ale wtedy do pokoju wszedł Melicamp i Minsc. Mieli takie miny, że nawet Imoen nie wiedziała, o co mogło im chodzić.
-Patrzcie, kogo przyprowadziliśmy.
-Elminister! - krzyknęła Xena i aż poderwała się z krzesła, ale chwilę później znów musiała na nim usiąść. - Wuju powiedz, co mi jest? Czuję się taka słaba... - zaczęła dziewczyna błagalnym tonem, ale wzrok starca powiedział jej wszystko. Szkoda czasu na jakiekolwiek wyjaśnienia.
-Czy to naprawdę istotne? Ważne, że wyszłaś z tego, moja droga. Ale czas nas nagli. Niestety, tutaj nie miałaś zbyt wiele okazji, aby przećwiczyć szermierkę, a nie możesz zostać tu dłużej. Słuchaj mnie uważnie moje dziecko. Jutro rano pójdziecie do Pałacu Książęcego. Zapytacie o księcia Eltana i wręczycie mu to. - tutaj Elminister podał dziewczynie jakiś stary zwój emanujący dziwną mocą. - On w zamian podaruje wam księgę. Nie możecie jej zgubić. Zaniesiecie ją do Candelkeep.
-Do Candelkeep?! - zapytali z niedowierzaniem wszyscy obecni.
-Dokładnie tak. Pójdziecie do Biblioteki... Xena. W pokoju Goriona znajdziesz zwój... przeczytaj go i zniszcz... Później, mam nadzieję, będziesz wiedziała, co zrobić. Ja nie mogę powiedzieć ci nic więcej. A ponieważ twoje władanie bronią porządnie kuleje, na czas podróży załatwiłem ci nauczyciela. Alghar, możesz?
Do pokoju wszedł chłopak o brązowych, przydługawych włosach i piwnych oczach. Był opalony i miał nieco szpiczaste uszy. Od nosa, przez oczy, aż po kości policzkowe, z dwóch stron miał błękitny symbol, namalowany na twarzy. Był ubrany w czarną, ćwiekowaną skórzaną zbroję. Przy pasie miał sztylet w pochwie, a na plecach przewieszony długi miecz.
- Oczywiście. Wiem, że Xena nie czuję się jeszcze najlepiej. Jestem Alghar- podał rękę Xenie na przywitanie.
Zaraz za nim wszedł drugi mężczyzna. Był wysoki, miał siwoczarne włosy, w których sterczało pióro. Na ubraniu i na ciele miał masę różnych wzorów, a ubrany był lekko, bez żadnej zbroi. W ręku trzymał kostur.
- A to jest Cernd. Mój towarzysz, druid. - wytłumaczył Alghar.
- Bardzo mi miło. - uśmiechnął się mężczyzna.
- No więc wkrótce trzeba będzie ruszyć w drogę, prawda? Ja i Cernd będziemy wam towarzyszyć w podróży, dopóki nie zechcecie naszego odejścia. Nie mogę podróżować jednak z wami w nieskończoność, za kilka dni muszę się spotkać z resztą moich towarzyszy. Mieliśmy dwa zadania, więc się rozdzieliliśmy na pewien czas.
Dziewczyna skinęła głową, głęboko westchnęła i wstała od stołu. Dość chwiejnie i niepewnie, ale stała. Spojrzała na Elministra. Siedział na łóżku bardzo zamyślony i wyraźnie czymś zaniepokojony.
-Bardzo miło, że chciecie mi pomóc i naprawdę doceniam to, ale... - Xena zawachała się. Nie wiedziała dokładnie jak powiedzieć to, o czym myślała. Ponownie spojrzała na starca, który teraz bacznie się jej przyglądał. - Ale chyba sama powinnam płacić za swoją głupotę. Muszę być samodzielna. Wujku... nie gniewaj się, ale nie podoba mi się, że tak mieszasz... nie można było ściągnąć Slicka? Napewno siedzi w jakiejś karczmie, pije miód i zastanawia się, kiedy łaskawie pozwlisz mu wrócić... A Alghar - spojrzała na nowego towarzysza podróży - Ma napewno swoje sprawy, a teraz chciałby odpocząć. Nie jest mu na rękę eskortowanie mnie aż do Candelkeep. Nie chcę być dla nikogo ciężarem... - Elminister zerwał się nagle z łóżka, podszedł szybko do dziewczyny i mocno złapał za ramiona. Patrzył jej prosto w oczy. Był rozgniewany i wcale tego nie ukrywał.
-Czyli dla twojego widzi mi się mamy wszyscy zginąć tak?! Alghar idzie z Tobą i kropka. A później rób dziewczyno, co tylko chcesz! - po tych słowach skierował swój wzrok na chłopaka, który stał nieco z boku i z mniejszym lub większym zainteresowaniem przysłuchiwał się rozmowie. - Wybacz jej. To nieopierzone dziewczę nie zdaje sobie sprawy z powagi sytuacji. - Alghar uśmiechnął się.
-Dobrze! Pójdę z nim pod warunkiem, że podasz mi chociaż jeden dobry powód, dlaczego miałabym nie pójść ze Slickiem! - zaczęła Xena podniesionym, zirytowanym głosem. Miała wypieki na policzkach. Gniew jaki w nią wstąpił sprawił, że szybko odzyskała siły. Elminister jeszcze mocniej złapał dziewczynę, jego oczy wyrażały wściekłość. Nie lubił, kiedy ktoś mu się sprzeciwiał zwłaszcza w tak błachej, jak dla niego sprawie.
-Slick nie żyje! Wystarczająca przyczyna?!
komentarze [4]



zawsze jest wybór >> środa, 29 sierpnia 2007 10:41:28
-Rozkuj mnie to pogadamy. - Odrzekł sucho elf.
-Ty mi będziesz dyktował warunki?! - wykrzyknęła Araven, a w jej głosie przeplatało się zaskoczenie i kpina. Kobieta wstała i wyjęła mały, złoty sztylet, który trzymała w holewie buta, po czym przyłożyła go do nadgarstka Slicka. Najpierw delikatnie, a później ostrze coraz mocniej przylegało do skóry, aż wreszcie rozległ się stłumiony krzyk bólu i na posadzkę spadły pierwsze krople krwi.
-Czego ode mnie chcesz... - wymamrotał przez zaciśnięte zęby.
-Czego? Zabawy! - krzyknęła rozbawiona. - Słuchaj, ponieważ kiedyś dla mnie pracowałeś i nawet cię lubię, daje ci wybór. Możesz zachować życie i nadal pracować dla mnie. To jedno. Możesz stąd po prostu wyjść, ale w takim stanie, że nawet leśne stworzenia nie będą w stanie na ciebie patrzeć. To drugie. Albo mogę cię też zabić... powoli i boleśnie. Którą opcję wybierasz? - zapytała, po czym dało usłyszeć się hihot kobiety. Usiadła na zimnej posadzce, oparła się o ścianę i zaczęła obracać w rękach zakrwawione ostrze swego sztyletu.

***

-Patrzcie! Wrota Baldura! - krzyknęła Imoen, wskazując na szarą, ledwo widoczną "plamę", położoną między nieskończoną zielonością.
-Racja. - Odpowiedziała dziwnym tonem Ria. - Słuchajcie... ja... muszę iść.
-Jak to iść? - zapytał zaskoczony Minsc, wyjmując Boo ze swej kieszeni i kierując jego wzrok prosto na dziewczynę, jakby chciał, aby chomik odczytał zamiary złodziejki.
-Schowaj tego futrzaka. Po prostu... nie należę do waszej paczki. Po za tym Elminister mnie nie toleruje. Ja miałam tylko dostarczyć Xenie wiadomość... od Slicka. - powiedziała, po czym wyciągnęła zza pasa mocno sfatygowany list i wręczyła go Imoen. - Daj go Xenie kiedy się przebudzi. A teraz muszę iść... mimo wszystko pracuję dla waszego największego wroga. Jestem zabójcą i nie możecie o tym zapominać... i tak to cud, że obdarzyliście mnie takim zaufaniem. - nie czekając na żadną odpowiedź, Ria w jednej chwili zniknęła im z pola widzenia.
Przyjaciele stali chwilę w milczeniu, spoglądając na siebie. Imoen oprzytomniała najwcześniej. Wiedziała, że czas ich nagli. Westchnęła cicho, spojrzała na Wrota Baldura, które były jeszcze tak odległe. Dziewczyna chciałaby być już tam. Z Xeną. Spojrzała porozumiewawczo na Minsca i Melicampa i kilka chwil później weszli na drogę handlową która, mieli nadzieję, zaprowadzi ich szybko i bez problemów do celu.

komentarze [7]



Życie za śmierć >> wtorek, 31 lipica 2007 17:54:01
Po ośmiu godzinach drogi, późną nocą doszli do wielkiego głazu, który był dobrze znany Slickowi. Elf dotknął go dłonią. Był dziwnie ciepły i gładki. Wojownik wlepił swój wzrok w ziemię, ciężko westchnął.
-Mogłem się domyślić... Araven.
Slick wiedział, co spotka go, jeśli minie ten kamień i wejdzie do podziemi. Jednak nie zawahał się ani chwilę. Wiedział, że musi to zrobić. Wziął głęboki oddech, ostatni raz upajając się niesamowitą wonią nocnych orchidei. Reszta drużyny stała nieco z boku, pogrążona w smutku. Wiedzieli, że to oni dokonali wyboru i że to oni skazali swego przyjaciela, który zrobiłby wszystko, aby pomóc Xenie. Z zamyślenia wyrwał ich sztucznie wesoły okrzyk Slicka.
-Ej, nie martwcie się! Macie miny, jakby ktoś umarł. A póki co wszyscy jeszcze żyjemy. Wchodzimy?
Weszli. Po policzku Rii spłynęło kilka łez, które otarła końcówką swego rękawa. Chciała, aby Xena powróciła do zdrowia, ale nie za taką cenę.
Otworzyły się wielkie drzwi, weszli do środka. Araven nadal siedziała na swym odrażającym tronie i chichotała szyderczo pod nosem. Wstała.
-Dobrze się spisaliście! Slick... podejdź.
Elf podszedł. Miał kamienny wyraz twarzy, chociaż w głowie kotłowało się milion myśli. On jednak wolał nie okazywać swoich uczuć. Spojrzał swojej oprawczyni prosto z oczy z wyrzutem, jakby chciał powiedzieć "Dlaczego to robisz?". W odpowiedzi tylko skinienie palca. W tej chwili do sali wbiegło trzech orków. Na szyi, nadgarstkach i kostkach elfa założyli grube, stalowe obręcze, przez które później przewlekli łańcuchy tak, że Slick nie mógł wykonać żadnego ruchu, a wszystko odbywało się w uroczystej ciszy i smutku. Dopiero widok zakutego Slicka sprawił, że w pomieszczeniu rozległ się chrypliwy śmiech Araven.
-Zabierzcie go do celi. Później się z nim rozprawię... -kobieta chciała coś jeszcze dodać, ale w tej chwili usłyszała cichy szloch Imoen i Rii, i wybuchnęła nową salwą śmiechu, wprawiając w istną furię Minsca. Na szczęście Melicamp był w pobliżu i nie dopuścił, aby mężczyzna zrobił coś, czego później będzie żałował.
-A teraz twoja obietnica. - zaczęła śmiało Ria. - Przywróć Xenie zdrowie.
-Umowa to umowa. - westchnęła Araven i z nieco już gorszym humorem wyjęła z gablotki znajdującej się obok tronu jakąś miksturę. Wyjęła z niej korek i wypowiedziała jakieś magiczne zaklęcie, po czym postawiła buteleczkę na podłodze, a ta zaczęła palić się jaskrawo niebieskim odcieniem. - Zanim wrócicie do Wrót Baldura, Xena będzie zdrowa... a teraz odejdźcie. Muszę zająć się moim gościem.

***

-Slick! Jak się czujesz? - zapytała Araven podchodząc do celi, w której znajdował się elf i opierając swe dłonie na kratach. Ten o mało co nie wybuchnął histerycznym śmiechem.
-Jak się czuję?! A jak mogę się czuć?! Skułaś mnie jak jakiegoś psa, nie dałaś możliwości spotkania się z Xeną, a teraz zapewne będziesz się nade mną pastwiła przez długie dni! Do prawdy! Świetnie się czuję! Nigdy nie było lepiej!
Wtedy pani podziemnego zamku otwarła drzwi celi. Podeszła do przykutego do ściany elfa, którego ciało drżało, ale on sam swą miną denerwował kobietę. Nie było na niej rysy żalu, czy smutku. Twarz była po prostu bardzo poważna, ale nie zmartwiona. Araven wyciągnęła rękę jego stronę i przyłożyła ją do podbródka Slicka, po czym mocno szarpnęła, zmuszając go, aby na nią patrzył.
-To, jak się będziesz zachowywał może uratować twoje życie. - wypowiadając te słowa kobieta przykucnęła przy elfie i przesunęła swą dłoń na jego tors...
komentarze [6]



nadzieja >> poniedziałek, 16 lipica 2007 21:09:47
-Gościnna jak zwykle! - krzyknęła radośnie Ria. - Jest tu Slick? - zapytała, po czym wprosiła się do środka. Za nią weszła reszta drużyny. Dom cuchniał zgnilizną, a ściany, podłogi, a nawet meble były grubo pokryte bujnym, zielonym mchem. Wchodząc tam miało się wrażenie, jakby było się jakimś małym stworzonkiem, które zawsze otacza może zieleni.
-Eee... Slick? Jaki Slick? - zapytała staruszka, drapiąc swą siwą głowę.
-No prosze cię! Slick! Ten nieznośny, blondwłosy elf, który w swoim pokoju hoduje dla ciebie kwiatki.
-Ah, tak! Wybacz, już pamięć nie ta. Widziałam go tutaj chyba wczoraj... zdaje mi się, że siedzi w swoim pokoju. A czego od niego chcecie?
-Ogólny interes wszystkich ras zamieszkujących Wybrzeże Mieczy. - ucięła Imoen.
Przeszli długim, wąskim korytarzem, który z czasem stawał się coraz bardziej porośnięty bujną roślinnością. Bardzo dobrze wyczuwało się tutaj obecność magii, bowiem domek z zewnątrz nie wyglądał na tak obszerny i przyozdobiony w tak fantastyczny sposób. Wreszcie doszli do drzwi, przy któych rosnął czarny, dziki bez.
-To tutaj. - odezwała się Ria. - Poczekajcie na mnie. Slick myśli, że Xenie nic nie jest. Wolę mu to sama wytłumaczyć, bo wy moglibyśnie niechcący wspomnieć o Araven i dosięgnęłaby nas wszystkich za to klątwa.
Dziewczyna nie czekając na odpowiedź, weszła do pokoju. Uderzyła ją słodka woń róż. Pokój wyglądał jak przepiękny ogród. Wszędzie pełno kwiatów, zieleni i wszechobecny zapach, któy tak przyjemnie upajał zmysły.
Slick siedział w kącie i polerował swój ulubiony miecz.
-Ekhem...
-Ria! Nareszcie! Gdzie się tyle podziewałaś? - zapytał elf. - Co z Xeną? Przekazałaś jej mój list? Wszystko dobrze?
-A na które pytanie chcesz dostać odpowiedź?
-Najlepiej na wszystkie.
-Byłam u Xeny. Jest w ciężkim stanie. Przeżyła wypadek. List jej zostawiłam, ale narazie go nie przeczyta.
-Co?! Jak to?! Co się stało? - wykrzyknął Slick, wstając ze stołka i wypuszczając z rąk swój miecz.
-Nie mogę ci powiedzieć. Ale ty jesteś jedyną osobą, która może uratować jej życie. Nie pytaj o nic więcej, proszę. Zostało jej niewiele czasu. Reszte opowiem ci w drodze. Bierz najpotrzebniejsze rzeczy i wyruszamy. Za drzwiami czeka jeszcze Imoen, Minsc i Melicamp.
-Jeśli chodzi o życie Xeny, to mogę ruszać. Choćby teraz.
komentarze [1]



wybór... >> środa, 20 czerwca 2007 11:11:15
-Wybacz. – mruknęła zdenerwowana Ria i wyprowadziła swoich przyjaciół z komnaty.
-Oszalałaś?! – krzyknęła Imoen.- Jak mogłaś do tego dopuścić?! Każesz wybierać Slickowi między życiem swoim a Xeny?! Przecież ona bez niego i tak nie zacznie żyć prawdziwym życiem! To chory układ! Ria! Zrób coś!
-NIC SIĘ NIE DA ZROBIĆ! Albo Slick albo Xena. Tym razem to Araven dyktuje warunki. Musimy znaleźć elfa. I pamiętajcie. Ani słowa o tym, co zaszło przed chwilą.
-Świetnie. To jak chcesz go tu sprowadzić?
-Powiemy, że Xenie grozi niebezpieczeństwo i że musi iść z nami.
-Tak się nie postępuje! – oburzył się Minsc.
-No co? Grozi jej niebezpieczeństwo? Grozi! Tylko on może ją uratować? W rzeczy samej! Więc nie marnujmy czasu, tylko znajdźmy go. I to szybko.
-Jak chcesz tego dokonać? – zapytał Melicamp. – Przecież Wybrzeże Mieczy jest wielkie jak… jak… Wybrzeże Mieczy!
-Są tylko dwa miejsca, gdzie może być Slick. Jeśli go tam nie będzie, to Xena przepadła.
-I mówisz to z taką łatwością.
-Imoen, nie zaczynaj. Myślisz, że mi jest łatwo? Nie! Po prostu… nauczyłam się, żeby nie przywiązywać zbytnio wielkich uczuć do ludzi…
-Co ty gadasz?! Uciekłaś z zamożnego domu! Bo byłaś żadną przygód! Co ty wiesz?!
-Wiem, że rodzice wybrali mi męża. Nie kochałam go. Darzyłam uczuciem innego. I co się stało? Mój ojciec kazał go powiesić. Na najwyższej wieży. Jego zniszczone, rozszarpane przez kruki ciało miało przestrzegać „chłopów”, aby nie zbliżali się do mnie. Nic to nie dało… wielu łakomiło się na mój posag i jeśli tylko któregoś polubiłam, przypłacał to życiem. Więc nie mów mi, że nic nie wiem o stracie najbliższych. Doznałam tego mocno jak mało kto! I to z ręki własnego ojca! Chodźmy już. Szkoda czasu na gadanie.
Dziewczyna przełożyła przez ramię swój łuk i ruszyła w kierunku południa. Jej przyjaciele podążali za nią. Mimo, że słońce było już wysoko, a wiatr przyjemnie muskał ich twarze, to wszyscy szli w ciszy i zamyśleniu.
Zanim słońce zniknęło za horyzontem, doszli do jakieś malutkiej wioseczki, składającej się z trzech mieszkalnych domów i gospody, która równocześnie była świątynią i zbrojownią. Drogi były puste. Od czasy do czasu z gospody wybiegał w popłochu jakiś tłusty szczur. Ria podeszła do drewnianego domu, pokrytego grubą strzechą i zakołatała w drzwi, które po chwili się otworzyły. Stała w nich podstarzała, przygarbiona elfka.
-Czego chcieli?
komentarze [2]



POWRÓT! >> wtorek, 5 czerwca 2007 17:23:49
Achhh... nareszcie. Znów z Xeną. Myślałam, że już nigdy nie wrócę do tego opowiadania, a jednak. Nigdy nie mów nigdy. Okazało się, że po trzech miesiącach zatęskniłam za Xeną i czuję, że dalej muszę poprowadzić jej historie. Ona i ja to jedno i nie mogę tego zostawić. Ta historia naprawdę żyje swoim życiem i zrobiłabym wielki błąd zaprzepaszczając dwa lata pisania.
Xena, witaj znów i wybacz proszę, że cię zostawiłam ;)

(a notka niebawem)

komentarze [4]



aktywacja >> sobota, 12 maja 2007 20:07:25
Aktywacja

To, że porzuciłam pisanie nie znaczy, że porzucam xene :)
komentarze [0]







*Dodaj Xenę*

Przyłącz mnie do swojego grona

*księga wojaków*
Ostatnie wołanie...

*Wojenne przeżycia*
2005
marzec (9)
kwiecień (14)
maj (7)
czerwiec (6)
lipiec (1)
sierpien (2)
wrzesień (2)
październik (2)
listopad (2)
grudzień (2)

2006
styczeń (2)
luty (2)
marzec (1)
kwiecień (1)
maj (2)
czerwiec (3)
lipiec (3)
sierpien (2)
wrzesień (2)
listopad (2)
grudzień (1)

2007
styczeń (1)
luty (1)
marzec (1)
maj (1)
czerwiec (2)
lipiec (2)
sierpien (1)
wrzesień (1)
październik (1)
grudzień (1)

2008
styczeń (1)
marzec (1)
maj (1)
lipiec (1)
październik (1)

2009
styczeń (1)


*O wojowniczce*
Dziecko miecza (biografia)

IMIĘ: Xena
RASA: człowiek
PŁEĆ: kobieta
PROFESJA: wojownik
BROŃ: miecz zguby
SŁOWA NA ŻYCIE: "siła moją wiarą"
TROCHĘ O SOBIE: Jestem wesoła, odważna i dobra. Żadko żałuję swoich decyzji... no może tylko wtedy kiedy... a nie nie... Ukochane miejsce na Wybrzeżu mieczy to Candelkeep. Mym zadaniem jest pomścić śmierć Goriona, mego ojca...

*Postaci*
*Pierwszoplanowe*

Xena-główna bohaterka i przywódczyni drużyny... świetnie sobie radzi w tej roli - wojownik


Imoen-pierwsza, która zaoferowała pomoc Xenie i przyłączyła się do jej drużyny. Ich przyjaźń niewątpliwie przetrwa wieki... - mag/złodziej


*Drugloplanowe*

Sjara. Półelfka z Evermeetu. Przyjaciółka Slicka. Specjalizuje się w sztuce magicznej.


Minsc - Przyjaciel całej drużyny. Bardzo silny niestety inteligencją nie grzeszy. Podróżuje ze swym kosmicznym chomikiem Boo. Do Drużyny przyłaczył się po śmierci swej podopiecznej - Dynaheir. - wojownik berserker


Kelest - Upadły Avariel. Mieszka na obrzeżach Peldvie. Ma dość dziwny sposób bycia. - bard


Albea - Leśna elfka. Napotkaliśmy ją kilka razy w lasach koło twierdzy gnolli. - strażniczka pokoju


Melicamp. Mieszczuch z Wrót Baldura. Najświetniejszy złodziej na całym Wybrzeżu Mieczy. - złodziej


Slick. Odważny i silny elf z Fareunu. Jest bardzo rozumny i wesoły. Nie brak mu sprytu. - wojownik


ARAVEN - diabelski potomek Bhaala. Bardzo piękna i bardzo zabójcza, półboginka - wysłanniczka śmierci

SAREVOK - syn śmierci - Anat. Zawsze chętny do zrobienia krwawej rzezi niewinnych ludzi. - wysłannik śmierci

*Epizodyczni*
Gorion - ojczyn Xeny

Elminister - wuj Xeny

Rusty - młodzieniec napotkany w Peldvie

Russell - leśny kat

Ruslana - leśny kat

Winthrop - gospodarz gospody w Candelkeep, przyjeciel Xeny

Hull - strażnik Candelkeep, przyjaciel Xeny
Frat - wuj Xeny mieszkający w Beregoście

Bentley Lustrzany Cień - prowadzący gospodę "pod pomocną dłonią"

Gellana Złoto Połyskliwy - prowadząca jedyną świątynię Złota Połyskliwego

Jeremy Arazbghugh - ojciec Slicka

Szila - matka Slicka

Drizzit D'Urden - drow walczący w słusznej sprawie

Sucza Królowa - Pani mórz.

Rot - szef Zakonu Rycerzy Świętego Krzyża

rycerze Zakonu Rycerzy Świętego Krzyża

Dynaheir - niegdyś podróżowała wraz z Minsciem

Nevenna - należała do drużyny dopóki nie wpakowała jej w tarapaty

Viconia - mroczna elfka. Po życiu pełnym przeważnie bolesnych doznań osiadła gdzieś w lasach Terthyru.



*sprzymierzeńcy*
kociolek

Odwiedzam
Elficki
Muzyka Hikari
Banshee - grupa folkowa z Krakowa ;)


*myśl wojaka*
"A droga wiedzie w przód i w przód, skąd się zaczęła, tuż za progiem. I w dal przede mną mknie na wschód, a ja wciąż za nią - tak, jak mogę...

Skorymi stopy za nią w ślad - aż w szerszą się rozpłynie drogę, gdzie strumień licznych dróg już wpadł... A potem dokąd? rzec nie mogę..."

Tolkien


było tu już wojaków, aby stoczyć walkę, lub ją obejrzeć....



*LAY*
SZABLON: Pomysł: JA, Wykonanie: Ja
HTML: JA
PROGRAMY: Paint, Word.

Cały szablon i HTML zrobiłam ja i jest on przeznaczony WYŁĄCZNIE dla mnie. Każdy, kto przywłaszczy sobie COKOLWIEK (szablon, HTML, obrazki, elementy menu, muzyka), może powitać się z ADMINEM! Miłej lektury.